– Mamo, patrz, ten autobus zaraz się złamie!

– Nie złamie się, synku. Zobacz, tutaj jest taka harmonijka. Jak autobus skręca, to ona się rozsuwa, a potem z powrotem zsuwa.

– I naprawdę się nie złamie?

– Chodź, staniemy tam – pokazuje ręką, gdzie – i zaraz sam zobaczysz, że nie.

 

Jest środek tygodnia, pół godziny przed 9, a w autobusie tylko garstka ludzi. Zamiast czytać książkę, patrzę na kilkuletniego chłopca w musztardowej kurtce, który siedzi z nosem przyklejonym do szyby i komentuje, kiedy autobus podjeżdża za blisko krawężnika lub innego samochodu. Na oko ma 4 lata, może trochę mniej albo trochę więcej. Na którymś z kolei rondzie chłopiec z przejęciem stwierdza, że autobus jest jak wąż. Kiedy jego mama nic nie mówi, choć patrzy w tę samą stronę co on, dodaje dziarsko:

– Prawda mamo, że jest jak wąż?

– Dlaczego jak wąż?

– Bo się wije. Jak wąż, prawda?

– Trochę tak – odpowiada kobieta. Na kolanach trzyma granatową czapkę i szarą torbę z seledynowymi uszami. Taką, którą sama mogłabym mieć , tak przynajmniej stwierdzam w myślach. Dopowiadam w nich jeszcze, że kobieta jest chyba w moim wieku, może trochę starsza.

 

Kiedy mówi synowi, że może zobaczyć, jak harmonijka się zsuwa i rozsuwa, chłopiec aż wyskakuje z siedzenia. Zanim staną kilka kroków ode mnie, oboje najpierw próbują złapać równowagę w wijącym się po niedużych rondach autobusie. Chłopcu udaje się to zdecydowanie szybciej.

– O tutaj, widzisz? Dotknij – mówi kobieta, przytrzymując się siedzenia.

– Ooooo, rozsuwa się! I zawsze tak?

– Tak, kiedy autobus skręca.

– A dlaczego?

– Bo to jest tak, że jak coś się zrobi albo ty coś zrobisz, to to ma swoje… ma swoje… skutki. Co robi piłka, jak ją podrzucisz?

– Leci.

– A potem?

– Potem. Spada.

– No właśnie. Podobnie było wtedy, kiedy się potknąłeś, wpadłeś na stół i spadł kubek z herbatą, pamiętasz? Herbata się wylała, a kubek stłukł, bo spadł na twardą podłogę. Zawsze najpierw coś się robi, a potem jest tego jakiś skutek.

 

Chłopiec oblizał górną wargę i na chwilę zatrzymał wysunięty język w prawym kąciku ust.

– A jak ci powiem, że jesteś głupia?

Otworzyłam szerzej oczy i wstrzymałam oddech. Kobieta bez zająknięcia odpowiedziała:

– To zrobiłoby mi się niemiło, zastanawiałabym się, dlaczego tak powiedziałeś i czy naprawdę tak myślisz.

Chłopiec przesunął dłonią po autobusowej harmonijce, trzymając się poręczy, stanął na jednej nodze, jakby szykował się do skoku, po czym zapytał, patrząc mamie w oczy:

– A jak się teraz do ciebie przytulę?

– To sprawisz mi wielką radość.