Kilka lat temu noc 27 lutego przerwał dźwięk syreny alarmowej. Było po 22. Nie spaliśmy, przytłoczeni historią i obrazem milczeliśmy po obejrzeniu filmu „Czarny czwartek”. Nie wiedzieliśmy, że zaraz wydarzy się coś, co sprawi, że zasnąć będzie nam jeszcze trudniej. Tamtej nocy w pożarze, do którego wyjechaliśmy, zginęło troje dzieci. Najmłodsze miało trzy lata.

 

Kiedy usłyszałam, jak dyspozytor podaje nazwę ulicy, przy której pali się dom, wykrzyknęłam tylko, że to dwie przecznice stąd. Zerwaliśmy się oboje. Kilka minut później wcześniejsze podśmiewanie się z Adama, że w swoim samochodzie wozi nomex, przestało mieć rację bytu.

 

Żadne z nas nie pamięta dokładnie kolejności zdarzeń. Pamiętamy kilka detali, każde coś innego. Ja pamiętam, że było za mało karetek i że nie było wiadomo, ile dzieci jest w środku. Pamiętam też, jak prosiłam gapiów, żeby odeszli, języki ognia, dym szczypiący w oczy i ciało jednego z chłopców – plecy, bezwiednie zwisającą prawą rękę i kolor bielizny. On pamięta, że ciało chłopca było rozgrzane do tego stopnia, że buchała z niego para. Pamięta też zęby i zapach spalonego białka.

 

Do karetki przyszedł lekarz. Powiedział tylko, że chłopiec – miał 6 lub 7 lat – jest za młody, żeby od razu postawić na nim krzyżyk, i żeby robić wszystko, aby go uratować. Masaż serca trwał ponad pół godziny. Po tym czasie akcja serca wróciła*. My bez słowa wróciliśmy do domu.

 

Leżeliśmy obok siebie, on na lewym boku, ja na prawym. To, co się stało, przeżywaliśmy w tym samym miejscu, ale każde z nas osobno. Nie odzywaliśmy się do siebie, nie trzymaliśmy się za ręce, nie obejmowaliśmy. Oboje długo nie mogliśmy zasnąć.

 

Kiedy dziś o tym rozmawiamy, mówi, że to była jedna z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejsza akcja ratownicza w jego życiu. I że te detale pewnie zostaną mu w pamięci, bo takie rzeczy się pamięta.

 

Kilka dni po pożarze zapytałam go, dlaczego mnie wtedy nie przytulił. Odpowiedział, że nie chciał dotykać mnie rękami, z których nie mógł zmyć zapachu śmierci.

 

 

*Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że chłopiec zmarł w szpitalu.