Przyszedł do nas uśmiechnięty jak zawsze. Miał na sobie trochę sprane jeansy i szeroką szarą koszulę z krótkim rękawem, na nogach trampki pasujące kolorem do koszuli, a na głowie biały kaszkiet – kolejny znak rozpoznawczy zaraz po uśmiechu przyklejonym do twarzy chyba na stałe.

Szukał czegoś w swojej torbie z narzędziami, mrucząc pod nosem melodię, która nie przypominała mi żadnej znanej piosenki. Żeby nie stać nad nim bez słowa, zapytałam trochę bezmyślnie:

– No i co?

– Jeszcze nie wiem. Niby wygląda, że wszystko powinno być w porządku, ale nie jest, bo nie działa. Zaraz coś wymyślę. Albo i nie.

Prychnęłam ze śmiechem na to albo i nie. Usłyszał.

– Śmiejesz się, to dobrze. Jak chodzę po ludziach, to badam, czy można sobie z nimi pożartować. Wychodzi na to, że nie można, bo naprawa czegoś zepsutego to strasznie poważna rzecz i nie ma się z czego śmiać, co nie?

– Nie – nie ukrywam rozbawienia.

– No właśnie. A wiesz dlaczego?

– Tak na pewno to nie wiem. Może dlatego, że jak już się prosi o pomoc fachowca, to fachowiec ma się znać i naprawić, co się zepsuło, a jak się nie zna, to dupa, a nie fachowiec?

– Też. Ja to zauważyłem, że ludzie po prostu chcą uchodzić za poważnych w swoim fachu, robić coś ważnego, z misją, co nie, no a misja ze śmiechem nie zawsze idzie w parze, bo… Zresztą nie wiem, niektórym jedno z drugim się nie klei. Dla takich to fachowiec ma być poważnym fachowcem, a nie naprawiaczem żartownisiem.

– A pan traktuje swój fach jak misję?

– Eee. Coś mi się kiedyś zepsuło, to pogrzebałem, pokręciłem, wymieniłem i okazywało się, że działa. No to brałem następne zepsute, grzebałem, pokręciłem i tak dalej. A że ciągle coś się psuje, to ja ciągle robię, i tak już kilkadziesiąt lat.

– I widzi pan w tym sens, coś ważnego?

– Nie zastanawiałem się. Umiem, robię, a jak naprawię, to się cieszę, cała filozofia. A jakie są te ważne rzeczy, te ważne prace z sensem? – zapytał, nie patrząc na mnie, po czym dodał – podaj mi ten śrubokręt z czerwoną rączką, nie ten, ten drugi, no.

– One są takie same… – zaczęłam.

– Ten ma inną rączkę, lepiej mi się ją w pionie trzyma. No, to co z tymi sensami i ważną pracą?

– Moja koleżanka powiedziała ostatnio, że praca, która jest ważna dla innych, to bycie na przykład śmieciarzem, tylko ludzie uświadomiliby sobie, jak bardzo potrzebni są śmieciarze dopiero wtedy, gdyby ci przestali wywozić śmieci. I że to ważna praca, tylko niedoceniana, bo ludzie na co dzień nie zdają sobie z niej sprawy. Zna pan kogoś, kto chciałby być śmieciarzem?

Zaśmiał się głośno.

– No nie znam. Ale podoba mi się ta myśl, dobra jest. Jak ty byś chciała robić coś ważnego i z sensem, ale do bycia śmieciark… yyy, nie, śmieciarzem ci daleko, to ja ci coś powiem. Rób, co lubisz. Wiesz, co lubisz?

– Tak myślę.

– To nie myśl, tylko rób. Jak stwierdzisz, że nie wiesz, co lubisz, to spróbuj czegoś, co myślisz, że lubisz albo cię do tego tak wiesz, ciągnie. Nie chwyci, to szukaj dalej. Chwyci – rób. Jak zaczniesz robić, to się sama będziesz napędzać, bo będziesz robić to, co lubisz, będziesz w tym coraz lepsza i polubisz to jeszcze bardziej. No, teraz powinno działać, sprawdź. Działa?

– Działa. I co, to takie proste według pana?

– A nie? Tylko nie myśl o robieniu za dużo. Z myślenia o tym są same frustracje, mówię ci.