Posts from the “Dialogi” Category

Prace ważne i poważne. Albo i nie

Posted on 21 lipca 2016

Przyszedł do nas uśmiechnięty jak zawsze. Miał na sobie trochę sprane jeansy i szeroką szarą koszulę z krótkim rękawem, na nogach trampki pasujące kolorem do koszuli, a na głowie biały kaszkiet – kolejny znak rozpoznawczy zaraz po uśmiechu przyklejonym do twarzy chyba na stałe. Szukał czegoś w swojej torbie z narzędziami, mrucząc pod nosem melodię, która nie przypominała mi żadnej znanej piosenki. Żeby nie stać nad nim bez słowa, zapytałam trochę bezmyślnie: – No i co? – Jeszcze nie wiem. Niby wygląda, że wszystko powinno być w porządku, ale nie jest, bo nie działa. Zaraz coś wymyślę. Albo i nie. Prychnęłam ze śmiechem na to albo i nie. Usłyszał. – Śmiejesz się, to dobrze. Jak chodzę po ludziach, to badam, czy można sobie z…

Totalna miłośniczka zwierząt

Posted on 13 kwietnia 2016

Historia zaczęła się w chwili, w której zorientowałam się, że zgubiłam pieniądze na bilet powrotny do domu. Stojąc na przystanku na jednym z końców Warszawy, wysupływałam drobne z każdej możliwej kieszeni i zastanawiałam się, czy pojechać do bankomatu, poprosić kierowcę o bilet z odroczoną płatnością, czy może lepiej zapytać kogoś, kto stoi w pobliżu, czy da mi brakujące 4 złote. Podeszłam do chłopaka, który stał kilka kroków dalej.

Poszukiwania sensu

Posted on 22 marca 2016

Przed bramą wyjazdową jednej z sąsiednich OSP spotykam pana Z., którego poznałam rok temu. Ja chowam się przed zimnem, kuląc ramiona w bluzie od nomexu, a zaciśnięte w pięści zmarznięte dłonie oplatam za długimi rękawami, on w rozpiętej kurtce i z szerokim uśmiechem pyta mnie zaczepnie: – No nie! Zimno ci? Ale naprawdę aż tak?! Kiwam głową, starając się panować nad drżeniem warg. – Jeżdżę trochę po ludziach i zawsze jest coś nie tak. Zawsze.

Oswajanie

Posted on 12 marca 2016

Czasami w Warszawie jestem już kilkanaście minut po 6 rano. Idę wtedy na Dworzec Centralny, żeby napić się kawy lub herbaty, poczytać książkę i poczekać do 7. Tamtego dnia nie miałam ochoty ani na kawę, ani na herbatę, poprosiłam więc o wrzątek z cytryną. Dziewczyna przy kasie ze zdziwienia uniosła brew, a jej prawa dłoń zawisła nad kasą fiskalną. – Jeśli nie może pani sprzedać mi wrzątku, to proszę policzyć jak za herbatę. Moje słowa chyba zabrzmiały sensownie. Opakowanie z torebką zielonej herbaty dostałam na wynos.   Zajęłam miejsce na jednym z wolnych foteli. Chwilę później na fotelu obok usiadła kobieta. Patrząc na nią, pomyślałam o swojej mamie. W jednej ręce trzymała kubek z kawą, w drugiej książkę „Nic zwyczajnego”. Otworzyła na stronie z…