Nie pamiętam, kiedy w drogę do pracy przestałam zabierać słuchawki. Zabierałam ze sobą książki, słuchawek nie. Zdarzały się chwile, kiedy żałowałam, że nie mogę włączyć muzyki i odgrodzić się od tego, co słyszę. Kiedy skupienie na czytaniu w chwilach irytacji cudzą opowieścią było niemożliwe, słuchałam tego, co i w jaki sposób ktoś opowiadał, a w głowie snułam swoją historię na temat tego kogoś, oceniając go zgodnie z moim punktem widzenia świata. Nie sądziłam wtedy, że kiedykolwiek będę potrafiła słuchać tych opowieści tak po prostu. Nie pomyślałam też o tym, żeby te historie spisywać. A już na pewno nie przyszło mi do głowy to, że historie innych będą dla mnie kiedyś lekcjami… o mnie.

 

O ludziach spotykanych na ulicy nie wiemy nic. Teoretycznie, bo gdyby posłuchać tego, co mówią, można by powiedzieć o nich znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka (a raczej słuch ucha). Przysłuchiwanie się jest fascynujące i wciągające, a w dodatku ma w sobie coś z podglądania.

 

Najczęściej, skupionym na własnym życiu i przekonanym o swoich racjach, trudno nam zwyczajnie posłuchać czyjejś historii, a potem pomyśleć, co wzbudziło w nas największe emocje. W którym jej momencie poczuliśmy podziw albo złość, a w którym mieliśmy ochotę powiedzieć, że ktoś głupio myśli albo co powinien zrobić?

 

Kiedyś rozwiązania wielu sytuacji wydawały mi się proste i nieskomplikowane. Żeby w jakiejś sprawie wyszło na moje, wystarczyło zachować się w określony sposób, zrobić coś albo coś powiedzieć. Dziś łapię się na tym, że coraz częściej nie wiem. Nie wiem, co powiedzieć i nie wiem, co doradzić. Dotarło też do mnie to, że każda decyzja niesie ze sobą skutki, które trzeba znieść, a przecież nie każdy ma ten sam próg wytrzymałości. Coś, co dla mnie jest absolutnie normalne, dla kogoś innego może okazać się nie do zniesienia. Czy inny próg wytrzymałości mówi coś o mnie i o drugiej osobie? Tylko jedno: po prostu się od siebie różnimy.

 

Słyszałam o dziewczynie, która nie utrzymuje kontaktu ze swoją matką. Nie wiem, co było powodem, że tak się stało, a opowieść na ten temat słyszałam od kogoś, kto najprawdopodobniej przedstawił ją już po przefiltrowaniu przez własne myśli i odczucia. Co o tym myślisz? Czasami tak się zdarza, że dzieci nie chcą utrzymywać kontaktu ze swoimi rodzicami. Jesteś po stronie matki czy dziecka? Po żadnej. Coś się musiało stać, że dziecko podjęło taką decyzję. Ale przecież to matka! No i co z tego? Jeśli z jakąś osobą ci nie po drodze, to raczej nie spędzasz z nią czasu, dlaczego z matką miałoby być inaczej? Czy ty byś tak mogła? Mogłabym.

 

Znam pewną kobietę, której mąż znęcał się nad nią psychicznie i fizycznie. Ta kobieta nie odeszła od niego i wielokrotnie robiła dobrą minę do złej gry, udając nawet przed dziećmi, że jej małżeństwo jest szczęśliwe, a mąż to anioł w ludzkiej skórze. Mąż zachorował, wymaga całodobowej opieki, więc kobieta postanowiła, że już czas na to, by przenieść go do domu spokojnej starości, bo nie tylko nie radzi sobie z samodzielną opieką nad nim, lecz także ma do niego tyle żalu, że nie chce tego robić. Początkowo dom spokojnej starości miał być rozwiązaniem tylko na jakiś czas, ale kiedy okazało się, że ma być rozwiązaniem na stałe, dorosłe dzieci zagroziły tej kobiecie, że jeśli nie zabierze ich ojca z powrotem do domu, nie spędzą z nią Świąt Bożego Narodzenia. Zabrała go więc i spędzili razem Święta. Później opiekowała się nim sama, dzieci przyjadą dopiero na kolejne Święta. Czy robiła dobrze, czy źle? Czy ja, wiedząc o tym, jaki dla niej był, zrobiłabym tak jak ona?

A ty?

I co ta historia mówi o tobie?