Prace ważne i poważne. Albo i nie

Prace ważne i poważne. Albo i nie

Posted on 21 lipca 2016

Przyszedł do nas uśmiechnięty jak zawsze. Miał na sobie trochę sprane jeansy i szeroką szarą koszulę z krótkim rękawem, na nogach trampki pasujące kolorem do koszuli, a na głowie biały kaszkiet – kolejny znak rozpoznawczy zaraz po uśmiechu przyklejonym do twarzy chyba na stałe.

Szukał czegoś w swojej torbie z narzędziami, mrucząc pod nosem melodię, która nie przypominała mi żadnej znanej piosenki. Żeby nie stać nad nim bez słowa, zapytałam trochę bezmyślnie:

– No i co?

– Jeszcze nie wiem. Niby wygląda, że wszystko powinno być w porządku, ale nie jest, bo nie działa. Zaraz coś wymyślę. Albo i nie.

Prychnęłam ze śmiechem na to albo i nie. Usłyszał.

– Śmiejesz się, to dobrze. Jak chodzę po ludziach, to badam, czy można sobie z nimi pożartować. Wychodzi na to, że nie można, bo naprawa czegoś zepsutego to strasznie poważna rzecz i nie ma się z czego śmiać, co nie?

– Nie – nie ukrywam rozbawienia.

– No właśnie. A wiesz dlaczego?

Braki

Braki

Posted on 7 lipca 2016

Było sobotnie popołudnie, kiedy przechodziłam przez ich podwórko, a ona – w białej zwiewnej spódnicy i białej bluzce, z wężem ogrodowym w ręku – zagaiła rozmowę. Zaczęła od zepsutej kosiarki, opowiedziała o małym bocianie wypchniętym z gniazda, a potem, mrużąc jedno oko i przyglądając się badawczo mojej reakcji, zapytała, jak się tu czuję i odnajduję, będąc miejskim zwierzęciem.

Wiedziałam, że bycie miejskim zwierzęciem to nie jej określenie i chyba dlatego zachciało mi się śmiać. Pewnie bym to zrobiła, gdyby nie jej zmrużone oko i oczekiwanie na odpowiedź.

– Normalnie – odpowiedziałam, nie mając pomysłu, co mogłabym jeszcze na ten temat dodać.

– Tak? – upewniła się, nie przestając mrużyć oka.

"Hen. Na północy Norwegii"

„Hen. Na północy Norwegii”

Posted on 2 czerwca 2016

Norwegia od wielu lat kojarzy mi się głównie z jednym miastem. Z Bergen, nazywanym bramą do fiordów. Nie ma w tym skojarzeniu przypadku, po prostu tak już mam, że na mojej mapie świata jest wiele miejsc, które w myślach łączę z konkretnymi osobami. Gdyby wśród nowości wydawniczych pojawił się reportaż o Bergen, jestem pewna, że od razu chciałabym go przeczytać. W kwietniu, kiedy przeglądałam zapowiedzi Wydawnictwa Czarne, zwróciłam uwagę na „Hen. Na północy Norwegii”, bo przyciągnął mnie tytuł. W opisie z kolei znalazły się słowa: „Finnmark to kraniec. Nie ma znaczenia, skąd się patrzy, bo to nadal będzie albo daleko, albo hen daleko. Słowo »hen« w norweskim odnosi się do odległości, tyle że równie dobrze może znaczyć »po drugiej stronie globu«, jak i »tuż za rogiem«”. Wystarczyło nawiązanie do języka i byłam kupiona.

Cudze historie

Czego uczą cudze historie?

Posted on 24 maja 2016

Nie pamiętam, kiedy w drogę do pracy przestałam zabierać słuchawki. Zabierałam ze sobą książki, słuchawek nie. Zdarzały się chwile, kiedy żałowałam, że nie mogę włączyć muzyki i odgrodzić się od tego, co słyszę. Kiedy skupienie na czytaniu w chwilach irytacji cudzą opowieścią było niemożliwe, słuchałam tego, co i w jaki sposób ktoś opowiadał, a w głowie snułam swoją historię na temat tego kogoś, oceniając go zgodnie z moim punktem widzenia świata. Nie sądziłam wtedy, że kiedykolwiek będę potrafiła słuchać tych opowieści tak po prostu. Nie pomyślałam też o tym, żeby te historie spisywać. A już na pewno nie przyszło mi do głowy to, że historie innych będą dla mnie kiedyś lekcjami… o mnie.