Wykluczeni

Wykluczani

Posted on 24 września 2016

Był 4 stycznia – dzień, w którym dowiedziałam się od pani z infolinii, że właściciel firmy przewozowej zdecydował o zlikwidowaniu kursowania busów na trasie Siedlce-Warszawa. W pośpiechu napędzanym złością przeszukiwałam internetowy rozkład jazdy konkurencji. Na parking przyszłam 20 minut przed odjazdem, zajęłam ulubione miejsce na kole w rzędzie za kierowcą i czekałam na odjazd. Potem zamierzałam się zdrzemnąć.

 

Z drzemki wyrwał mnie głos nastolatki, która zajęła siedzenie za mną. Wysoki, trochę skrzeczący i pełny czegoś, co trudno mi było określić, a co sprawiło, że mimowolnie się skrzywiłam. Siedzący obok mnie pan westchnął z przymkniętymi oczami. Chyba oboje czuliśmy, że czeka nas przysłuchiwanie się tej rozmowie przez dłuższy czas. Zamknęłam oczy z myślą, że może jednak jeszcze uda mi się zasnąć.

Prace ważne i poważne. Albo i nie

Prace ważne i poważne. Albo i nie

Posted on 21 lipca 2016

Przyszedł do nas uśmiechnięty jak zawsze. Miał na sobie trochę sprane jeansy i szeroką szarą koszulę z krótkim rękawem, na nogach trampki pasujące kolorem do koszuli, a na głowie biały kaszkiet – kolejny znak rozpoznawczy zaraz po uśmiechu przyklejonym do twarzy chyba na stałe.

Szukał czegoś w swojej torbie z narzędziami, mrucząc pod nosem melodię, która nie przypominała mi żadnej znanej piosenki. Żeby nie stać nad nim bez słowa, zapytałam trochę bezmyślnie:

– No i co?

– Jeszcze nie wiem. Niby wygląda, że wszystko powinno być w porządku, ale nie jest, bo nie działa. Zaraz coś wymyślę. Albo i nie.

Prychnęłam ze śmiechem na to albo i nie. Usłyszał.

– Śmiejesz się, to dobrze. Jak chodzę po ludziach, to badam, czy można sobie z nimi pożartować. Wychodzi na to, że nie można, bo naprawa czegoś zepsutego to strasznie poważna rzecz i nie ma się z czego śmiać, co nie?

– Nie – nie ukrywam rozbawienia.

– No właśnie. A wiesz dlaczego?

Braki

Braki

Posted on 7 lipca 2016

Było sobotnie popołudnie, kiedy przechodziłam przez ich podwórko, a ona – w białej zwiewnej spódnicy i białej bluzce, z wężem ogrodowym w ręku – zagaiła rozmowę. Zaczęła od zepsutej kosiarki, opowiedziała o małym bocianie wypchniętym z gniazda, a potem, mrużąc jedno oko i przyglądając się badawczo mojej reakcji, zapytała, jak się tu czuję i odnajduję, będąc miejskim zwierzęciem.

Wiedziałam, że bycie miejskim zwierzęciem to nie jej określenie i chyba dlatego zachciało mi się śmiać. Pewnie bym to zrobiła, gdyby nie jej zmrużone oko i oczekiwanie na odpowiedź.

– Normalnie – odpowiedziałam, nie mając pomysłu, co mogłabym jeszcze na ten temat dodać.

– Tak? – upewniła się, nie przestając mrużyć oka.

"Hen. Na północy Norwegii"

„Hen. Na północy Norwegii”

Posted on 2 czerwca 2016

Norwegia od wielu lat kojarzy mi się głównie z jednym miastem. Z Bergen, nazywanym bramą do fiordów. Nie ma w tym skojarzeniu przypadku, po prostu tak już mam, że na mojej mapie świata jest wiele miejsc, które w myślach łączę z konkretnymi osobami. Gdyby wśród nowości wydawniczych pojawił się reportaż o Bergen, jestem pewna, że od razu chciałabym go przeczytać. W kwietniu, kiedy przeglądałam zapowiedzi Wydawnictwa Czarne, zwróciłam uwagę na „Hen. Na północy Norwegii”, bo przyciągnął mnie tytuł. W opisie z kolei znalazły się słowa: „Finnmark to kraniec. Nie ma znaczenia, skąd się patrzy, bo to nadal będzie albo daleko, albo hen daleko. Słowo »hen« w norweskim odnosi się do odległości, tyle że równie dobrze może znaczyć »po drugiej stronie globu«, jak i »tuż za rogiem«”. Wystarczyło nawiązanie do języka i byłam kupiona.